sobota, 29 lipca 2017

Lato, woda, las

Na razie mamy lato. Co prawda typowo polskie, czyli więcej leje i jest zimno, ale jednak lato. Lubię bardzo lato, nawet takie burzowe i mokre. Wolę może nawet bardziej niż te upalne i męczące dni, gdy nic nie można robić poza szukaniem cienia i klimatyzowanych miejsc.


Las, też jest całkiem niedaleko, a od biedy zielone płuca prawobrzeżnej Warszawy, czyli Park Skaryszewski, który świetnie się nadaje do biegania po pętli.



Po drugiej stronie też wybieram trasy głównie przez parki. Jak się dobrze poszuka to można cały czas jechać przez tereny zielone omijając główne ulice. Te zostawiam samochodom, nich się tłoczą, trąbią na siebie i irytują stojąc w korkach. Lato jest od tego żeby wszędzie dojeżdżać rowerem.





Można też posiedzieć nad Wisłą. Szczególnie, że nowe bulwary po "miejskiej" stronie zachęcają do tego na swój miejski sposób.



Jeśli znudzi się jazda po asfaltowych lub betonowych ścieżkach, zawsze można wrócić na drugą stronę rzeki, czyli do tej spokojniejszej, mniej zurbanizowanej.



Po praskiej stronie jest bardziej dziko, jest więcej zieleni, ale i komarów oraz pokrzyw też niestety nie brakuje. Ale dzika praska ścieżka rowerowa ma swój niepowtarzalny urok.


Są i takie miejsca-oazy w naszym mieście gdzie można się jeszcze bardziej zachwycać. Nie było chyba dnia żebym nie widziała jak ktoś się zatrzymywał aby zrobić z bliska zdjęcia tym makom. Tak było do niedawna na mojej codziennej trasie rowerowej.



Z wodą trochę gorzej, bo w Wiśle kąpieli nie będziemy zażywać, ale zawsze można gdzieś podjechać koleją podmiejską. Ot, choćby do Garwolina, czy nawet do Karczewa.


Z Karczewa działa przeprawa promem do Gassów. I już jesteśmy na super trasach rowerowych. A stamtąd albo na na lody do Habdzina, albo na jagodzianki i serniczek do cukierni w Górze Kalwarii. To jest życie!


W tamtych rejonach co chwilę mijaliśmy pięknie ubranych kolarzy szosowych. Wszyscy w eleganckich strojach firmowych, żadnych trzepaków.



 Misiek też raz z nami pojechał i bardzo mu się podobało :)



Poza rowerem strasznie nas kręci ostatnio bieganie. Ciągnie nas do udziału w jakiejś większej imprezie biegowej, jak wilka do lasu. Ale żeby występ był udany, to przed nami długa praca. Zaczęliśmy od przeczytania kolejnej książki o przygotowaniach biegowych, potem ułożyliśmy na jej podstawie plan biegowy, w którym myśl amerykańskich trenerów ma nam pomóc w wykonaniu ciężkiej pracy. A potem w celu podniesienia motywacji nabyliśmy nowe buty, bo stare już się trochę sklepały.
Z wyborem modelu nie było kłopotu: marka od lat ta sama i tylko chodzi o to aby były wygodne od pierwszego założenia, jeszcze w sklepie. 



Ups, to chyba nie te zdjęcia się wkleiły;) Wracamy do właściwego tematu :)
Czyli muszą być wygodne, lekkie i wytrzymać trudy biegania w różnych warunkach.


  
No to zaczynamy. Trzy, dwa, jeden, start. No, nie tak od razu, bo jeszcze mamy dużo czasu, ale bazę można już przygotowywać. Zaczęliśmy więc wprowadzać ćwiczenia obwodowe. Fajna nazwa, bo od razu kojarzy się z obwodami, szczególnie tymi w pasie. Oj, nad talią to ja muszę popracować. Zatem bieganie, bieganie, ćwiczenia, bieganie i tak w kółko. Jednym słowem "walka-trwa". Takie nierozłączne, zapożyczone od jednego mocnego biegacza, słowa. To tak jak z jednym słowem "PIN-zielony". 
Stay tuned, czyli postaram się relacjonować jak nam idzie. Nasze zegarki biegowe wszystko rejestrują, więc będzie widać jak na dłoni, czy się obijamy, czy nie.    

środa, 3 maja 2017

Kwietniowe podsumowanie aktywności


Nasze bieganie się rozwija i przybywa nam motywacji im więcej zieleni w parku i im więcej kwitnących kwiatów. Wczoraj po latach biegaliśmy "kilometrówki". Ależ to było wyzwanie. Już po pierwszych 500 m nogi się plątały, a oddech był na granicy wyplucia płuc. Nie poddając się jednak, ale rzężąc okropnie i na miękkich nogach jakoś dobiegliśmy do końca, by po 3 minutach uspokajania oddechu rozpocząć kolejną walkę. Wytrwaliśmy na czterech powtórzeniach, choć z myślą, że jeśli jeszcze raz mielibyśmy doprowadzić serce do wyjścia poza skalę wykresu to nie byłoby to wcale przyjemne.

sobota, 22 kwietnia 2017

Tygrysi skok

Jednym, ale tygrysim skokiem przeskoczyliśmy od zimowych do wiosennych aktywności.

Na początek wspomnieć wypada o naszym Wielkim powrocie do biegowych, ... no właśnie, jak to nazwać? Może po prostu, powrót do dawnych przyzwyczajeń związanych z bieganiem, czyli systematycznego wychodzenia na bieganie, wdrażania się aby przebiegnięcie "dyszki" na treningu nie sprawiało zadyszki po dwóch kilometrach, tylko dawało przyjemność.


niedziela, 5 lutego 2017

A w Szklarskiej zima o jakiej marzyliśmy od dawna

Ostatnio prawie wcale nie biegamy, ani wieczorami, ani rano też zresztą. Darkowi z rzadka udaje się gdzieś kawałek przejechać rowerem, ale tylko blisko domu. Ja ograniczyłam rower do zera, bo ciągle jakieś przeszkody: a to za ślisko, a to nie odśnieżyli mi ścieżki, a potem znów nastały siarczyste mrozy. Niby dobre wymówki, ale zima nie jest łatwa dla rowerzysty. Aż wreszcie usiadł nad miastem smog jakiego nikt nie lubi: normy zanieczyszczenia powietrza przekroczone 400 do 600-krotnie i ogłoszony stan alarmowy w mieście. Co robić? Jak tu jeździć, jak biegać?

Wtedy dostałam e-maila zaczynającego się tak: "Renata, czas wyjść spod koca, czekają wspaniałe oferty w ..." i tu była lista różnych ciekawych miejsc. Przewinęłam w dół i zatrzymałam się na Szklarskiej Porębie. No właśnie, to jest pomysł i powiedziałam głośno do Darka: "Może byśmy pojechali na narty?".
Potem szybko dokonałam rezerwacji przez aplikację, Darek w tym czasie kupił w innej aplikacji bilety na pociąg. I w ciągu kilku minut, bez wychodzenia z domu, zupełnie spontanicznie zafundowaliśmy sobie pyszny tygodniowy obóz sportowy.


niedziela, 8 stycznia 2017

Święta w Holandii

Ponoć jesteśmy nowoczesnymi rodzicami. Dlatego tak łatwo i szybko zdecydowaliśmy się na spędzenie świątecznego czasu inaczej niż według polskiej tradycji. Choć trochę polskich smaków i zapachów zabraliśmy ze sobą. Ale po kolei.
Wspólnie z Adamem, który nie uznał naszego pomysłu za zbyt szalony, wsiedliśmy w Wigilię Bożego Narodzenia do samolotu, by późnym popołudniem wylądować w Holandii. Nie polecieliśmy tam tylko dlatego, że znudziły się nam pracowite przygotowania do wigilijnej kolacji. Chcieliśmy bowiem aby Adam miał prawdziwą Wigilię w kraju, w którym nie znają i nie obchodzą świętowania w dniu poprzedzającym Boże Narodzenie. Spakowaliśmy do walizki świeżo upieczony przez Darka, jeszcze pachnący makowiec, prezenty gwiazdkowe i kilka drobiazgów, których mogłoby brakować w holenderskim domu w czasie tych świąt, np. opłatek.

sobota, 22 października 2016

Trzy pory roku w trzy dni

Rekordowo udało się nam doświadczyć trzech kolejnych tak bardzo różniących się od siebie dni - każdy wyjęty z innej pory roku. Okazuje się, że takie rzeczy to tylko w Bieszczadach.
Rzadkością bywają tu ciepłe dni z temperaturami powyżej 20* C i ciepłymi nocami w październiku. Ale ponoć mamy ocieplenie klimatu, zatem to pewnie wpływ cywilizacji na te oddalone od świata miejsce. Dzięki temu w pierwszą niedzielę października pobrykaliśmy sobie po szlakach na maksa jakby to była pełnia lata.


niedziela, 4 września 2016

Mocna rzecz, mocno gorąca i bez mocy.

Ci co lubią "ciepełko" pewnie byli zadowoleni. Ale ani ja, ani Darek nie należymy do pasjonatów biegania w pełnym słońcu. A tak nam było dane na BMW Półmaratonie Praskim ad 2016.  Jeszcze kilka dni przed startem temperatury były raczej umiarkowane, niestety weekend poprzedziła fala upałów, a w niedzielę w południe termometry pokazywały o wiele za dużo. Warunki do biegania daleko odbiegały od znośnych. Nie należało więc podchodzić do tego startu zbyt ambitnie. Ci którzy tak próbowali mogli zakończyć jak ci, którzy wymagali pomocy medycznej. Choć na starcie nikt jeszcze o tym nie myślał. Start był o dobrej wczesnej porze, zatem nikt nie martwił się o dalszy rozwój wypadków.